Wiem, że to uwielbiacie. Przedpremierowe recenzje. Co prawda premiera już tuż tuż, ale zawsze fajniej jak możecie przeczytać wcześniej czy warto się wybrać czy nie. I jeśli lubicie nudzić się w na seansie albo chcielibyście zdrzemnąć się w kinie, to Suburbicon jest filmem dla was!

Jest to historia małego miasteczka w Stanach Zjednoczonych, Suburbicon, które jest przedstawiane za wzór. Spokojne, idealnie, bezproblemowe. Akcja skupia się tutaj jakby na dwóch wątkach: do miasteczka wprowadza się pierwsza czarnoskóra rodzina oraz jedna z rodzin pada ofiarą napadu we własnym domu.

Tak jak już wspomniałem, film jest przeraźliwie nudny. Ciągnie się, jest mało w nim akcji Coraz to kolejne zachowania poszczególnych bohaterów są niezrozumiałe, pozbawione jakiegokolwiek sensu. Tak jak cały film. Nie widzę w nim puenty. No chyba, że jest nią przyjaźń ponad podziałami, bo to jedyne co mi przychodzi do głowy. Ale nie wiem czy wszyscy tak odbiorą to dzieło.

Panie Clooney, jest pan lepszym aktorem niż reżyserem. Scenariusz też pozostawia wiele do życzenia. Film na pewno ratowałby się gdyby był zabawny, gdyby był świetną czarną komedią. Tyle, że on stara się być zbyt poważny, takie jest moje odczucie. Jest parę żartów, parę trzecioplanowych aktorów naprawdę daje radę (brawa dla komendanta policji!), ale to ciągle mało.

Matt Damon jest bardzo przeciętny, już lepiej zagrał w ostatnim ThorzeMiał tutaj pole do popisu, ale nawet końcowy monolog jest taki jakiś… drewniany. Choć scenariusz mu tutaj nie pomógł, to czasem świetni aktorzy potrafią wyciągnąć nawet z kiepskich tekstów to co najlepsze.

Suburbicon miał być surrealistyczną opowieścią o tym jak jedne decyzje, złe decyzje, potrafią wpływać na inne. Problem w tym, że zostało to bardzo słabo obudowane. Poza świetną scenografią i kilkoma momentami film rozczarowuje. Ode mnie jest to tylko 3/10.