Florida Project to film, który wszedł do polskich kin już pod koniec grudnia. Z braku czasu (święta i takie tam) udało mi się go zobaczyć dopiero w styczniu. Produkcja ta zbiera dość pochlebne recenzje. A ja jakie mam odczucia? Różne.

Główną bohaterką jest tutaj 6-letnia Moonee, która mieszka wraz ze swoją matką w hotelu na Florydzie, bardzo blisko Disnaylandu. Są wakacje, więc dzieci nie chodzą do szkoły i mają mnóstwo wolnego czasu. Poznajemy Moonee, jej przyjaciół, ale również jej matkę i przyjaciół jej matki. Więcej zdradzać nie będę.

Zacznę może od tego co mi się nie podobało, bo niewiele tego było. A w zasadzie tylko dwie rzeczy. Tempo. W połowie filmu zacząłem spoglądać na zegarek, bo wydawało mi się to bardzo rozciągnięte. Ile można patrzeć jak dzieci idą na lody i je spożywają? No nie za długo. Druga rzecz to ostatnia scena. Uważam, że jest całkowicie niepotrzebna i gdyby film skończył się 2 minuty wcześniej lepiej by to wyglądało.

A teraz przejdźmy do plusów. Po pierwsze zdjęcia. Kadry są rewelacyjne, bardzo podoba mi się zabieg z kamerą podążającą za danym bohaterem. Wielu operatorów mogłoby brać przykład z tego filmu, zwłaszcza polskich.

Drugi plus idzie dla obsady. Praktycznie wszystkie role trafione. Wyróżnić należy przede wszystkim dziewczynkę, która zagrała główną rolę, Brooklynn Prince. Mam nadzieję, że jej kariera zostanie właściwie poprowadzona, bo jak na 6-latkę była rewelacyjna. Tak autentyczna, że chyba bardziej się nie da. Dla mnie show jedna ukradła postać z drugiego planu, grana przez Willema Dafoe. To w sumie najgłośniejsze nazwisko w tym filmie, ale za to jak zagrał to po prostu czapki z głów.

Jest to piękny film o tym jak beztroskie życie potrafią mieć dzieci, nawet gdy dookoła nie wszystko wygląda tak jak powinno. Beztroskie życie przeplata się tutaj z poważnymi problemami. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to jeden z tych lekkich filmów, który po prostu pokazuje życie dzieciaków. Z czasem jednak robi się poważniej zwłaszcza gdy świat małej Moonee przestaje wyglądać mniej kolorowo.

Do Złotych Globów nominację otrzymał jedynie Willem Dafoe, ale mam wrażenie, że jeśli chodzi o Oscary to będzie ich trochę więcej. Przynajmniej powinno być. Z czystym sumieniem polecam wam ten film, ode mnie jest to 8/10.